Niedzielne śniadanie naturalnie razem

with Brak komentarzy

Założę się, że każda rodzina ma jakiś zwyczaj związany z posiłkami… W moim rodzinnym domu, kazdy ma swoje miejsce przy stole… U teściów, na śniadanie piją kawę zbożową z mlekiem, a u nas, w niedzielę rano (rano w niedzielę jest oczywiście później niż każdego innego dnia) mamy zawsze jajecznicę z boczkiem.

Dopóki dzieci były małe, jajecznicę przygotowywał zawsze MĄŻ. Będąc dzieckiem, podobno wypiekał nawet biszkopty (słyszałam to od teściowej), ale w czasie 15 lat naszego małżeństwa nie miał biedaczek czasu, aby upiec choć jeden… A może po prostu jeszcze na to nie zasłużyłam 😉 Także więc, jedynym daniem, które robił i robi do tej pory, jest „jajówa na boczku”.

Ale dzieci rosły i z każdym rokiem były coraz bardziej chętne do pomocy. Chociaż z tą pomocą, to jak z krzywa Gaussa, najpierw chęć szybuje szybko w górę, dziecię chciałoby robić najbardziej to, czego jeszcze nie może, potem nastepuje względna stabilizacja, trochę mi się chce,a trochę jednak nie, a w wieku lat nastu, chęci wyparowują, jak woda z akwarium w ciepły dzień.

Obecnie na etapie „JA POMOOOGĘĘĘĘ!!!” jest trzyletni Jasiek, a wybijanie jajek do miski (jegu ulubionej – metalowej, której ja tak nie cierpię, jak on uwielbia) to jego niedzielne zadanie. Tak się chłopak w tym wprawił, że już nawet skorupek nie jadamy od pewnego czasu 😉

Każdy ma też ulubione niedzielne dodatki. Ania musi mieć mozzarellę i pomidory, których Julia nie jada, ba… nawet nie wącha… Więc szczypiorek, który jadamy wszyscy musi być siekany na desce przed pomidorami, inaczej najstarsza nie dotknie go, a to oznacza obrazę majestatu i FOCHa (bo gdyby mama kochała, to by nie pokroiła na desce po pomidorach). Jak ktoś ma dzieci w liczbie większej niż 1, to wie, o czym mówię… Równość, to rzecz święta. Żadnego wywyższania jednego dziecka nad drugim, żadnego porównywania, równe dawki miłości i uwagi, a to procentuje świętym spokojem… albo i nie…

Kiełki rzodkiewki jadamy wszyscy oprócz Jaśka, który z kolei uwielbia wyjadać boczek z jajecznicy. Najgłośniej też krzyczy, że chce dokładkę, nawet, jeśli jego talerz jest pełen…

Wszyscy też dostają herbatę, której zazwyczaj nie wypijają, ale to nie ma znaczenia. Nie o to tutaj chodzi… Znaczenie ma to, że gdyby jednego kubka zabrakło, to by znaczało, że któreś dziecko jest mniej kochane przez tatę (bo to zazwyczaj on robi herbatkę), a to znowu wróży tylko nieszczęście… Tak więc są kubki z herbatą no i sok…

W przypadku soków mamy już lekką dowolność. W cieplejsze dni, jak ostatnia niedziela, stawiamy na lekkie, orzeźwiające smaki. Cała trójka lubi napój Hortexu jabłko mięta i ten też zagościł na naszym stole.

A po co o tym wszystkim piszę? Przecież to takie zwyczajne, że wręcz nudą zawiewa…

Bo dokoła pełno jest pięknych zdjęć, wspaniałych przepisów (hmm, mam nadzieję, że niektóre moje też się do nich zaliczają), a tymczasem codzienność, to takie ulotne chwile, które trzeba łapać szybko i pielęgnować, bo jest ich mało i szybko uciekają.

Te wspólne niedzielne śniadania, kiedy jemy tylko, albo AŻ jajecznicę przygotowaną przez najmłodszego w rodzinie (tak, wiem, że wybijał tylko jajka, ale na pytanie, kto robił jajecznicę, zawsze krzyknie: JA!!!), zagryzamy grzankami z bułek z soboty (bo zapomniało się, że to nie handlowa, a sklep osiedlowy o 11 otwierają), skrobiemy masło, bo wszyscy zapomnieli o wyjęciu go wczesniej z lodówki i zapijamy sokiem jabłko mięta Hortexu, to właśnie jest prawdziwe życie…

I choć nie jest to perfekcyjnie wyglądające śniadanie od Tiffany’ego, to dla mnie jest ono idealne (nawet z tą metalową miską), bo jesteśmy razem…

Taki też przepis na śniadanie sprzedaję Wam w tym wpisie. Nieważne jak, nieważne gdzie, ale ważne, że razem 😉

niedzielne śniadanie
niedzielne śniadanie
  • 9 jaj
  • 100 g wędzonego boczku
  • 1/2 czerwonej papryki
  • 2 pomidory
  • 1/2 świeżego ogórka
  • 1 kulka mozzarelli
  • wędlina: kindziuk, krakowska sucha i polędwica łososiowa
  • masło
  • świeży szczypiorek (hodujemy na parapecie)
  • kiełki rzodkiewki (hodujemy w słoiku)
  • grzanki z bułek (można wykorzystać pieczywo z dnia poprzedniego)
  • napój jabłko mięta Hortex
  • herbata, kawa

Boczek wysmażamy na patelni, dodajemy do niego rozmieszane jajka, doprawione solą i świeżym czarnym pieprzem, smażymy krótko, aby jajecznica była scięta, ale nie sucha, bo takiej nie lubimy.

Warzywa kroimy w plasterki lub inne kawałki.

Szczypiorek siekamy, wyjmujemy kiełki rzodkiewki ze słoika.

Kroimy cytrynę na plasterki, bo mimo, że herbata pozostaje nietknięta, to Jasiek ma cały rytuał związany z jej słodzeniem, topieniem cytryny, mieszaniem i rozlewaniem… Naprawdę, lepiej go tego nie pozbawiać, jeśli chcemy delektować się spokojem 😉

Wszystko podajemy w pokoju, na stole, czasami wcześniej musimy jeszcze nieco zebrać z dywanu, zwłaszcza, jak mały pomaga w noszeniu (nie dajemy mu nieść jajecznicy!!!), ale mamy już w tym wprawę.

Potem krótka modlitwa i kto pierwszy chwyci za miskę (wiecie, tę nieszczęsną metalową), ten ma więcej boczku 😉 Jeśli nie ma się wystarczająco refleksu, albo za krótkie rączki zawsze można uderzyć w płacz… to też się zdarza…

I życzę wszystkim i sobie tylko takich śniadań 😉 Bo wtedy właśnie wszystko nabiera sensu…

niedzielne śniadanie
niedzielne śniadanie
niedzielne śniadanie
niedzielne śniadanie


Wiosenny konkurs od Matki Natury

P.S. Podczas sesji nikt nie ucierpiał, a śniadanie zostało zjedzone jeszcze ciepłe. Co prawda fotograf był przeganiany i okraszany uwagami typu: „To jemy, czy fotografujemy??? (ironiczne, z westchnieniem), „Mam nadzieję, że mnie tam nie będzie” (groźba i zmrużenie oczu), „Ja też chcę mieć fotę, mamo” (rozkaz i dla pewności łypnięcie okiem na matkę).

Niedzielne śniadanie naturalnie razem
Wydruk przepisu
Niedzielne śniadanie naturalnie razem
Wydruk przepisu
Udostępnij ten przepis
Follow aczp:

Pracuję, gotuję, bloguję i wychowuję dzieci...

Latest posts from