Risotto z ośmiornicą i małżami

with Brak komentarzy

Na blogach zrobiło się tak romantycznie… że aż przesłodko 🙂

A ja na przekór wszystkiemu i wszystkim proponuję dzisiaj coś zupełnie innego. Taki test dla ukochanego/ukochanej… Bo zaczęłam się zastanawiać, dlaczgo niby mamy dogadzać naszej, być może przyszłej, drugiej połówce już na początku związku??? Co innego z tymi, których już znamy latami… Nie dla nich takie testy…. Bo oni też nas znają……

Ale jeśli to ktoś nowy, może lepiej jest sprawdzić go/ją na początku… jak sobie radzi w „trudnych” sytuacjach… czego możemy się spodziewać w przyszłości? Czy nie rzuci w nas w przyszłości talerzem, jak zupa będzie za słona…

I myśląc intensywnie doszłam do wniosku, że:

1. Prawdziwa miłość jest wtedy, gdy zjada ze łzami w oczach, bo nie chce nam zrobić przykrości, mimo, że normalnie nie dotknąłby tego nawet kijem… tylko miejmy litość i nie każmy mu wylizać talerzyka :-)… chociaż z drugiej strony, czy chcemy mięczaka, który nie potrafi powiedzieć, że danie nieco „mija się z jego gustami kulinarnymi”???

2. Szczerość jest wówczas, gdy od progu powie, że mu śmierdzi i zabiera Cię na kolację do knajpy… Chyba kocha, skoro nie wychodzi trzaskając drzwiami… Szacun dla takiego odważnego, chociaż w przyszłości jedzenie w knajpach może zrujnować domowy budżet…

3. Jeśli zjada i mlaska z uwielbieniem, że mu smakuje, to trudno cos powiedzieć na temat gorączki jego uczuć, gdyż po prostu trafiłaś na miłośnika owoców morza. Jedno jest pewne – zapunktujesz tak, czy inaczej, bo nie każdy potrafi dobrze przyrządzić ośmiornicę…

 4. Jeśli twierdzi, że nie da rady do ust tego wziąć, zakłada fartuch i idzie do kuchni przygotować „coś na szybko”, co się da zjeść, nie biegniemy szybko za nim, ale najpierw zamykamy drzwi mieszkania i już go nie wypuszczamy !!!

Żeby być uczciwą powiem, że mój luby nie tknął nawet tego dania. Razem z Julką siedzieli zamknięci na trzy spusty w pokoju, bo im śmierdziało (Julia ostentacyjnie zatykała nos, jak już musiała wejśćdo kuchni), a jak zapytałam M., czy spróbuje, ze strachem z oczach mruknął: „A muszę???”…. Hmmm… A mówi, że kocha…

 Ja wiem, że on nie zje, a on wie, że dla niego i tak przygotuję dodatkowo to, co lubi… Cóż, „big love”…

Nie ma tego złego… Ośmiorniczki było tylko 500 g, a Ania tak chętna, że już zaczełam się obawiać, że sama ją zje…

A ja jestem mega dumna z tego, jak udało mi się przygotować to danie. Nie mogłam się nacieszyć zapachem, który wypełnił kuchnię podczas gotowania głowonoga… Moje pierwsze sam na sam z ośmiornicą… Właściwie było nas troje, ośmiornica, ja i Ania, która dzielnie mi towarzyszyła, oglądała „zwierzątko” przed i po, oraz była drugą, która posmakowała… Dzielny dzieciak 🙂

Tak na poważnie, to polecam je wszystkim, którzy lubią owoce morza, lubią pobawić się w gotowanie… Sposób przygotowania ośmiornicy wypatrzony gdzieś w internecie… Mając gotową ośmiornicę, przygotowanie risotto, to była pestka…

Zostało jeszcze trochę na sałatkę…

 

Risotto z ośmiornicą i małżami

 

 

 

  • ośmiornica o wadze około 500 g *
  • 100 g ryżu do risotto
  • mała cebulka
  • 1 ząbek czosnku
  • 3 łyżki masła
  • 100 ml białego wina
  • 500 ml bulionu powstałego podczas gotowania ośmiornicy
  • 2 łyżki natki pietruszki
  • kilka sztuk małży

 

Ośmiornicę rozmrażamy i zalewamy wodą na około 30 minut, następnie dokładnie płuczemy pod bieżącą wodą. Do szczelnego naczynia żaroodpornego wlewamy 3 łyżki oliwy, wrzucamy kilka ząbków czosnku, wkładamy ośmiornicę i naczynie wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 190 st.C. Musimy zwrócić uwagę, aby naczynie było rzeczywiście szczelne. W przeciwnym wypadku wyparuje nam płyn, który potrzebujemy do risotto.

Pieczemy ośmiornicę około 40-50 minut. Zdecydowanie zmieni ona kształt  ze sflaczałego na taki, jaki znamy z restauracji 🙂 Zawsze możemy spróbować kawałeczek i osądzić samemu, czy jest już gotowa. Ja tak zrobiłam.

 

Na patelni ropuszczamy 2 łyżki masła, wrzucamy cebulkę pokrojoną w kosteczkę oraz przeciśnięty przez praskę ząbek czosnku. Smażymy do momentu, aż cebula się zeszkli, ale uważamy, aby nie zbrązowiała. Wrzucamy ryż i smażymy, aż stanie się szklisty, wówczas zalewamy winem i czekamy aż odparuje. Następnie zaczynamy stopniowo dolewać gorący bulion pozostały po gotowaniu ośmiorniczki. Jeśli jest go mniej niż 500 ml (a pewnie tak będzie) to uzupełniamy braki wrzącą wodą. Bulion jest na tyle esencjonalny, że nie zaszkodzi mu, jak go rozcieńczymy. I tak, dolewamy kolejne porcje bulionu i czekamy aż ryż je wchłonie. Kiedy już stwierdzimy, że ryż jest al dente (po około 15 minutach takiej zabawy), doprawiamy solą, świeżo zmielonym pieprzem, a następnie wrzucamy pokrojoną na kawałki ośmiornicę oraz małże (wcześniej rozmrożone i wypłukane), smażymy kilka minut, aby danie było gorące, zdejmujemy z ognia, dodajemy łyżkę zimnego masła, mieszamy i wykładamy na talerze. Przed podanie, posypujemy posiekaną pietruszką.

 

Dla mnie boski smak, ale ja nie jestem obiektywna, bo przepadam za owocami morza. Mój M. też nie jest obiektywny, bo ich nie cierpi… Bo prawda jest taka, że albo je lubimy, albo nie… tutaj nie ma niezdecydowanych…

 

* miałam 3 ośmiorniczki o łącznej wadze 530 g, zakupione w Lidlu, zamrożone, przygotowane w taki sposób, że wystarczyło je tylko wypłukać wodą przed dalszą obróbką…

 

 

 

zdjęcia jednej z ofiar… wspominamy ją z Anką ze łzami tęsknoty w oczach…

 

Smacznego 🙂 Bądź też nie… :-)))

 

Follow aczp:

Pracuję, gotuję, bloguję i wychowuję dzieci...

Latest posts from