Śniadanie na bogato

with Brak komentarzy

Nie jem śniadań, co pewnie niektórzy wiedzą… Filiżanka kawy zbożowej z mlekiem to dla mnie aż nadto przed wyjściem do pracy… Za to zawsze mam reklamówkę z różnej wielkości pudełkami skrywającymi smakołyki, które zjadam z rozkoszą w pracy,  stając się obiektem nienawiści kolegów 🙂

Śniadań nie jem nie dlatego, że nie mam rano czasu, bo potrafię o 6 rano piec naleśniki dla dziewczyn, jeśli wyrażą taką ochotę (M. twierdzi, że przesadzam), ale sama ich nie jem, tylko zabieram do pracy… Wiem, że śniadanie to podstawowy i niezbędny posiłek, wiem, że daje energię do pracy, zasila umysł, że śniadanie jemy królewskie, a kolację oddajemy wrogowi, że jak jemy śniadanie, to nie mamy problemów z wagą…. itd, itd…

Od dziecka tak miałam… Pamiętam poranki w domu, kiedy zaliczałam „zwis” przy stole, jęcząc nad filiżanką herbatki (herbatki było dokładnie pół filiżanki, dodatkowo wystudzona na tyle, że można ją było pić swobodnie) oraz talerzykiem, na którym leżała ćwiartka kromki chleba lekko posmarowana masłem (nie lubiłam, jak masło wchodziło w dziurki od chleba i miejscami było go dużo, obrzydlistwo), obłożona wędzoną przez tatę szynką bez jakichkolwiek tłustych kawałków dokoła… O rany, to był koszmar dzieciństwa… śniadania…

Moim bohaterem była koleżanka, która na śniadanie potrafiła zjeść 2 parówki i bułkę!!! Jaki ja miałam podziw dla niej… Tylko, że ja byłam połową niej w tamtym okresie 🙂

Nie wiem, jak moja mama to znosiła… To moje jęczenie, skomlenie i twierdzenie, że absolutnie nie dam rady tego zjeść… I jeszcze fakt, że bywało iż kanapki przyniesione ukradkiem ze szkoły zjadał pies podwórkowy… Zawsze można było na niego liczyć…

Nie wiem, czym żyłam, nie miłością przecież 🙂 Ale może ten typ tak ma…

Dzisiaj ja mam takiego samego typa w domu… Ile ja proszę, namawiam, kuszę, przygotowuję ulubione smakołyki dla Julki, a bywa, że jednego dnia zjada naleśniki (które smażę o 6 rano, żeby świeżutkie były), a za tydzień twierdzi, że przecież ich nie lubi… Proszę, grożę, kuszę smakołykami, a ona jęczy, skomle…

Więc błagam na końcu, żeby chociaż sok wypiła, potem pakuję do plecaka kanapki, których na 90% w szkole nie zje (ale żeby miała w razie, jak jednak będzie miała na nie ochotę) i sok, który przynajmniej do połowy wypije…

Po tym przydługim wstępie przychodzi pora na konkret. Bo jak już mam ochotę na to śniadanie, to lubię zjeść coś ciekawego, coś innego, coś pysznego i zdrowego… żeby pustych kalorii w siebie nie ładować i byle czym się nie zadowalam…

Dzisiaj kanapka…  Czy zwykła?  Jasne, zwykła kanapka może też być ciekawa… Sprawdźcie sami… Przygotowanie jej trwa tyle, ile usmażenie jajka…

 

Śniadanie na bogato

 

 

 

2 kromki chleba pełnoziarnistego tego

masło

1 jajko

kilka liści sałaty

mięso z wędzonego kurczaka

pół avocado

2 plastry pomidora

plaster żółtego sera

sól

pieprz

sok jabłkowy Tymbark (z Antonówek)*

 

Jajko smażymy tak, jak lubimy. Chleb smarujemy masłem, układamy na nim dodatki, na górze kładziemy usmażone jajko i próbujemy to jakoś zjeść, nie brudząc siebie i wszystkiego dokoła…

Jest pyszne!

 

* ten sam sok był dodany do upieczonego wcześniej chleba 

 

 

P.S. No i, żeby być szczerą do końca, kanapki w domu nie zjadłam, zabrałam ją w pudełku do pracy… ale sok przynajmniej wypiłam.

 

 

Follow aczp:

Pracuję, gotuję, bloguję i wychowuję dzieci...

Latest posts from